Klub Absolwentów UWjest nas coraz więcej

Robert Gawkowski

W piśmie uczelni „UW” napisałem taki artykuł, w którym wszystkich porachowałem. Wyszło mi, że studentów, którzy przewinęli się przez mury naszej Alma Mater, mogło być pół miliona. Kłopot w tym, że nie wszyscy kończyli studia, więc zaryzykujmy twierdzenie, że absolwentów było pewnie trzykrotnie mniej.

Dr Robert Gawkowski jest absolwentem Wydziału Historycznego UW, na którym obronił pracę doktorską. Specjalizuje się w badaniu historii sportu i turystyki w ujęciu polityczno-socjologicznym. Jest autorem wielu książek i publikacji w tym zakresie, m.in. nagrodzonej nagrodą Varsaviana „Encyklopedii klubów sportowych Warszawy i okolicy w latach 1918-39”. Jego drugą pasją jest historia Uniwersytetu Warszawskiego, której efektem jest m.in. nagroda Klio dla najlepszej książki historycznej „Krybar. Uniwersytet w cieniu powstańczych walk”, czy opracowany i poprowadzony we współpracy z red. Dorotą Truszczak cykl kilkudziesięciu audycji radiowych „Historia z indeksem w tle”, emitowanych w Programie Pierwszym Polskiego Radia. W ramach obchodów Jubileuszu 200-lecia Uniwersytetu Warszawskiego otworzył swoim wykładem o absolwentach konferencję „Jestem z UW” w pierwszym dniu Światowego Zjazdu Absolwentów UW. Zasiada w zarządzie Towarzystwa Miłośników Historii. Na co dzień jest pracownikiem naukowym Archiwum UW.

 

Panie Doktorze, od kilku dekad pracuje Pan na Uniwersytecie. Co sprawiło, że to miejsce trzyma Pana tak mocno?

Jestem „chłopak z Muranowa” więc Stare Miasto i Trakt Królewski były terenem moich dziecinnych i młodzieńczych wędrówek. Uniwersytet z jego piękną bramą i kampusem jawił mi się jako jakiś tajemniczy ogród i przyznam, że jako uczeń marzyłem i planowałem tu studiować. Podjęcie pracy na Uniwersytecie było więc naturalną kontynuacją. Jako że „stara miłość nie rdzewieje”, jestem tu wciąż i stale mnie to cieszy.

Studiował Pan historię, a dzisiejsza pasja i temat pracy doktorskiej bliższy jest kulturze fizycznej? Rzuci Pan trochę światła na to, skąd taki pomysł na siebie?

Odpowiem trochę anegdotycznie. Sięgając do czasów szkolnych, przyznam, że byłem przeciętnym uczniem i piątki miałem tylko z historii i WF-u, więc moja dzisiejsza specjalizacja wydaje się ze wszech miar logiczna. Na studiach fascynowałem się złotym okresem Rzeczpospolitej – XVI, XVII wiekiem. Zaczytywałem w staropolskich pamiętnikach i po ukończeniu studiów dostałem się na seminarium doktorskie do prof. Jaremy Maciszewskiego. W tym samym czasie zacząłem pracę w naszym uniwersyteckim Muzeum, a to wymagało ode mnie przeniesienia moich zainteresowań na wiek XIX i XX.

Tak było, że zawsze rozumiałem sport. W czasie studiów byłem lekkoatletą naszego AZS-u, a potem także prezesem AZS UW. W 1997 r. działacze zaproponowali mi podjęcie badań nad historią tej akademickiej organizacji. Potem to samo uczyniły władze Polonii Warszawa. I tak z wolna tematy dotyczące dziejów sportu pochłonęły mnie. No i przepadłem, natrafiłem na złotą żyłę dla historyka, tematów nieopisanych lub traktowanych zupełnie pobieżnie. Jeszcze 20 lat temu historia sportu była domeną działaczy sportowych. Bez urazy, ale do tego potrzebny jest historyk, a nie działacz. A tymczasem do niedawna historią sportu tylko wyjątkowo zajmowali się fachowcy, tak jak prof. Ryszard Wroczyński czy prof. Wojciech Lipoński. Zazwyczaj nie spoglądano na sport jako na element codziennego życia, podlegający wpływom politycznym czy socjologicznym. Postanowiłem to zmienić.

Pańskie historyczne alter ego to badacz dziejów uczelni. Czy powodom tej pasji też towarzyszyć będzie dłuższa opowieść?

Wręcz przeciwnie, tu wszystko jest proste. Wystarczy dodać czynniki takie jak: ja historyk pracujący na UW, moje zauroczenie kampusem i długie po nim spacery, żeby otrzymać przepis na wiele tematów do badania. Inspracją były miejsca pamięci walk powstańczych, pamiątki po osobach tu żyjących czy spotkania z odwiedzającymi Muzeum UW gośćmi (przez ćwierć wieku pracowałam w tej placówce).

Co jest owocem tych zauroczeń i spotkań? Jakie tematy Pan wybrał, bo musi Pan przyznać, że trudno było tu o nieeksplorowane obszary?

Oczywiście, dzieje oświaty warszawskiej, w odróżnieniu od dziejów sportowych, miały już wielu znamienitych badaczy. Ale stała praca z dokumentami dotyczącymi historii naszej Alma Mater inspirowała. Udało mi się znaleźć aspekty trochę czy to pomijane, czy nie dostrzegane, jak chociażby okres rosyjskiego Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Czy wie Pan, że jeszcze 10 lat temu nie wiedzieliśmy, jak nazywali się rosyjscy rektorzy i ilu ich było? Wyjaśniłem to. Innym razem próbowałem napisać historię inaczej jak np. w „Krybarze...” , w której to książce skupiłem się na żołnierzach tytułowej Grupy Bojowej i ich oczami spojrzałem na bastion niemiecki, jakim podczas powstania był kampus uczelni przy Krakowskim Przedmieściu. W piśmie uczelni „UW“ od niemal 15 lat stale umieszczam swoje historyczne felietony. Chyba łatwe w czytaniu, bo ludzie często reagują na nie. Dzwonią czy mailują i komentują – na szczęście z reguły życzliwie, więc mam ogromną frajdę i satysfakcję. To zachęciło mnie do napisania „Pocztu Rektorów UW”, który ukazał się rok temu, jako jeden z tomów serii pt. „Monumenta Universitatis Varsoviesis”, wydanej z okazji Jubileuszu 200-lecia Uniwersytetu.

I tak płynnie przeszliśmy do Jubileuszu 200-lecia naszej uczelni. Czy mógłby Pan wskazać wydarzenia, które przyniosły trwałe skutki w postaci filmów, książek czy innych multimediów?

Miałem przyjemność zasiadać w Komitecie Jubileuszowym obchodów 200-lecia Uniwersytetu i stykać się z mnóstwem wspaniałych, kreatywnych i pełnych pasji ludzi. Efektem ich pracy była m.in. sesja jubileuszowa w formacie TED Talks „Jestem z UW” z arcyciekawymi wykładami, które można oglądać w internecie. Jubileuszowi towarzyszyła wspomniana seria „Monumenta Uniwersitatis Varsoviensis” – 12 tomów o historii uczelni i o jej najwybitniejszych uczonych. Powstała specjalna książka kucharska wypełniona przepisami na popisowe dania pracowników UW. Wydano też kryminał z Uniwersytetem w tle. Jubileuszowi towarzyszył cykl audycji emitowanych w programie Pierwszym Polskiego Radia, zatytułowanych „Historia z indeksem w tle”, które można wysłuchać na stronach Polskiego Radia. Niezwykle udany był dzień 11 czerwca 2016 r., gdy z inicjatywy Uniwersytetu Otwartego UW kampus uczelni cofnął się w czasie o 200 lat. Ten „Uniwersytecki Wehikuł czasu” sprawił, że na Dziedzińcu Głównym była estrada, ludzie poprzebierani w stroje z epoki, balon gotowy do startu i karoce z początku XIX w.

Last but not least to specjalna strona poświęcona obchodom Jubileuszu cały czas dostępna w Sieci pod adresem www.uw200.pl, wypełniona informacjami o naszej uczelni. Mam nadzieję, że takie artefakty pomogą twórcom obchodów 250-lecia w sprawnym ich przeprowadzeniu. Obiecuję, że jeśli dożyję, to jako 105-latek przybędę na te obchody i pomogę.

 I pewnie dostanie Pan wtedy medal UW? Tak jak podczas ubiegłorocznego Jubileuszu 200-lecia, gdy uczelnia zaprosiła honorowych gości – ponadstuletnich absolwentów, a rektor wręczył im pamiątkowe medale. Było ich czterech. A ilu było absolwentów w całej historii UW?

Próbowałem to zliczyć. We wzmiankowanym już piśmie uczelni „UW” napisałem taki artykuł, w którym wszystkich porachowałem. Wyszło mi, że studentów, którzy przewinęli się przez mury naszej Alma Mater, mogło być pół miliona. Kłopot w tym, że nie wszyscy kończyli studia, więc zaryzykujmy twierdzenie, że absolwentów było pewnie trzykrotnie mniej.

 

rozmawiał Maciej Czeszewski

 

„...wszystkich porachowałem. Wyszło mi, że studentów, którzy przewinęli się przez mury naszej Alma Mater, mogło być pół miliona”.

Zapraszamy do obejrzenia wystąpienia Roberta Gawkowskiego pt. Absolwenci UW. Ilu nas było w ciągu 200 lat?” podczas konferencji  „Jestem z UW” zorganizowanej w ramach Światowego Zjazdu Absolwentów UW (maj 2016). 

Ta strona wykorzystuje ciasteczka ("cookies") w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Czy wyrażasz na to zgodę?

FreshMail.pl